prochy i Amazonka

Alicja ciekawie pisze o przędzeniu, ja zaś znowu przynudzę na chwilę o grodziskach. Korzystając z weekendu uciekliśmy od cywilizacji i kontynuowaliśmy nasze dzieło w terenie. Udało nam się zwiedzić (choć to może za wiele powiedziane w dwóch z trzech przypadków) obiekty - Stary Białcz (przy poprzednich dwóch próbach nie udało nam się odnaleźć grodziska) oraz Prochy, w których to w odległości ok. 350 m od siebie znajdują się dwie "ogrodzone osady".

Lokalizacja dwóch wczesnośredniowiecznych grodzisk koło wsi Prochy na zdjęciu satelitarnym zumi

Kowalenko informuje o dokumentach i mapach, które wzmiankują o trzecim grodzie, niemniej już weryfikacja prowadzona w dwudziestoleciu międzywojennym nie potwierdziła jego istnienia.

Grodzisko wczesnośredniowieczne pierścieniowate we wsi Prochy

Dwa grodziska, do których prawie nam się udało dotrzeć leżą tuż przy Północnym Kanale Obry, po obu jego stronach. Jak bardzo "prawie" - widać na zdjęciach - zabrakło amfibii.
Obiekt na powyższej fotografii to grodzisko większe, w nauce funkcjonujące jako stanowisko 4. Poniżej stanowisko 7. Większa z fortyfikacji posiada dwa dodatkowe wały łukowate, podnoszące obronność. Analogie są liczne - Bonikowo czy Kurza Góra - trudno nie odnieść wrażenia, że to jakiś lokalny trend.

Drugie grodzisko wczesnośredniowieczne pierścieniowate we wsi Prochy

Ale to nie koniec atrakcji. Gwoździem programu okazał się kanał Obry, który niczym majestatyczna Amazonka przerwał zaniedbany zapewne od czasów pruskich wał i rozlewał się na pola wokół grodzisk, na których i tak nie brakowało wody po roztopach. Efekt - powódź. Tam gdzie staliśmy wczoraj, dziś prawdopodobnie jest już tylko woda.



Swoją drogą byłbym niezmiernie rad, gdyby ktoś mi wytłumaczył jak wygladała hydrografia rejonu Obry przed erą kanałów. Literatura też jest ok.

Komentarze

  1. Pokrótce rzecz ujmując, była to jedna z kapryśniejszych rzek na kontynencie, prawdziwie dzika rzeka. W czasie roztopów czy też większych opadów deszczu jej zachowanie było nieprzewidywalne. Tworzyła ogromne rozlewiska (pokrywające niemal cały teren dzisiejszego Wielkiego Łęgu Obrzańskiego). Było to ponoć ornitologiczne eldorado, z którego do dnia dzisiejszego przetrwały jedynie ochłapy. Za regulację biegu Obry zabrano się jeszcze w zaborze pruskim, jakoś w pierwszej połowie XIXw.. To chyba tyle, tak najogólniej. A...dodam jeszcze, że mimo regularnych prac i oczyszczania kanałów, te szczątki Obry, że się tak wyrażę, nadal pokazują pazurki i rokrocznie zalewają spore połacie łąk, uprzykrzając życie rolnikom. Więc jakby nie patrzeć, natura ciągle wyciąga ręce po swoje. I dobrze, bo Wielki Łęg Obrzański to całkiem ciekawe miejsce nawet po melioracjach.

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza

Popularne posty